Kultura

Obce ciało

Najnowszy film Krzysztofa Zanussiego, oceniany na filmwebie na 4,6/10. Określany mianem „niepoprawnego politycznie”. Prawdziwa historia „ludzi z korpo” – wyzwolonych, zestawiona ze staroświeckim, abstrakcyjnym „katolem”. Jak głoszą napisy reklamowe – intrygujący, prowokujący, przedstawiający wszystkie oblicza kobiet. Czy aby na pewno?

Przez trzy dni po powrocie z kina, rozdrabniałam ten film na części pierwsze i zastanawiałam się, o co w nim chodziło. Analizowałam każdą postać z osobna, wracałam do dialogów i cały czas coś mi nie grało. W końcu napisałam sobie wielkimi literami „OBCE CIAŁO” i tam znalazłam cały sens.
Najprościej „obce ciało” można dostrzec w funkcjonowaniu korporacji. Przestałeś awansować? Masz wypalenie zawodowe? Twoja kreatywność się zmniejszyła? Trzeba cię wymienić. Machina tak stworzona, że po wyjęciu pracownika i zastąpieniu go innym dalej dobrze funkcjonuje. Człowiek się nie liczy. Kris nie ma z tym żadnych oporów. Z łatwością przychodzi jej wymiana zużytego elementu i zastąpieniem go nowym. Jak sama podkreśla, zalicza się do ludzi postępu, wyzwolonych, którzy nie mają w życiu żadnych granic. W kryzysowym momencie jej życia, gdzie zaczyna tracić to, na czym najbardziej jej zależało ucieka przed staniem w prawdzie o sobie samej i zrzuca winę na innych. Ta młoda, wyzwolona, pozbawiona skrupułów kobieta przywdziała na siebie „obce ciało”. Wyzbywa się swojej kobiecości. Wyrzeka się swojego ciała traktując je przedmiotowo. Jako postępowa feministka przywdziewa męskie oblicze. Oczekuje od mężczyzn bycia dżentelmenem, chociaż sama nie chce być damą.
Obok niej mamy również niesamowitą postać Miry – słodkiej, niewinnej dziewczynki, która w przeciwieństwie do Kris nie ukrywa swojej kobiecości, a wręcz uważa ją za swój atut. Z sympatii do przełożonej jest w stanie zrobić wszystko. Czy oby tylko z sympatii do niej? W środowisku wyzbytym uczuć i pełnym zdewaluowanych wartości, zachowuje w sobie resztki empatii i współczucia, które stara się bardzo mocno ukryć przed światem – bo przecież są one takie staromodne.
Matka Kris to przedstawienie „obcego ciała” jako wyraz „zbędnych” skrupułów. Z jednej strony była zatwardziałą komunistką skazującą wielu niewinnych ludzi, z drugiej na starość zaczyna pokazywać swoje ludzkie oblicze. Wyrzuty sumienia, które w sobie tłamsi wychodzą na wierzch, choć stara się ich wyrzec.
„Obce ciało” symbolizuje również trudności duchowe (zagrożenia) jakie napotykamy na naszej drodze. Przedstawia je świetnie postać Angela – mężczyzny, który miał wszystko w życiu ułożone – włącznie z relacją z Panem Bogiem. Nagle pojawiają się przeciwności. Styka się ze środowiskiem, gdzie podstawowe wartości są wystawiane na pośmiewisko. Mimo, że mu nie ulega, wydarzenia jakie go spotykają wystawiają go na trudną próbę –ciemności duchowej.
Ostatnie „obce ciało” to młody chłopak z chorym ojcem. Niepotrzebni społeczeństwu, z góry skazani na klęskę. Cudowny obraz ukazujący niesamowitą miłość, która potrafi na przekór wszystkim przeciwnościom losu dokonać rzeczy niemożliwych.
Obok tego jest ukazana postać Katarzyny, której nie można pominąć. Młoda dziewczyna pogodzona z sobą samą. Kompletnie niepasująca do wykreowanego świata. Jest cudowna scena, kiedy spotyka się z Kris i obie obdarzają się uśmiechem, ale uśmiech Kasi jest pełen ciepła, naturalny, wypływający z jej wnętrza. Kasia nie szuka u nikogo akceptacji siebie, ani swoich wyborów. Ona zawierzyła całe swoje życie Bogu i Jemu zaufała.
Cudowna rola Agaty Buzek, która dla mnie po raz kolejny udowadnia, że potrafi sprostać każdemu aktorskiemu wyzwaniu. W recenzji na onet.pl przeczytałam bardzo zaskakujące zdanie: „Zanussi tak bardzo nie lubi przekraczania granic, że nie pozwala swoim bohaterkom na lesbijski romans, którego intrygującą obietnicę przez moment dostajemy”. Dla mnie Zanussi przekroczył każdą granicę i wszedł bardzo głęboko w psychikę człowieka stawiając bardzo trudne i niewygodne pytania.
W tym filmie nie ma przypadkowości. Każda postać, scena, dialog ma w sobie coś niesamowitego. Aż korci mnie napisanie eseju na ten temat zagłębiając się w każdy najdrobniejszy szczegół. Po wyjściu z kina miałam dość mieszane uczucia co do tej produkcji. Jednak obecnie polecam bardzo mocno ten film, byleby nie spojrzeć na niego powierzchownie a pozwolić sobie na głębszą refleksje i postawić sobie pytanie: co jest moim „obcym ciałem” i co powoduje ciemność w mojej duszy?

Ewa Sztreker

Ewa Sztreker

Poprzedni

Przylgnąłem do mistyki

Następny

Kopalnie uratowane. Ale na jak długo?

Jeszcze nie ma komentarzy. Napisz pierwszy!

Napisz komentarz